Lekcja demokracji.

Wrocławskie SLD Lewica Razem w tajemniczych okolicznościach wystawia na prezydenta prezesa stowarzyszenia, które od lat blokuje kluczową inwestycję miejską. Jak na lewicy wygrał interes prywatny nad publicznym? Nie wiadomo. Jednak wyciągnijmy z tego ważną lekcję.

We Wrocławiu życie napisało praktycznie gotowy scenariusz na głośny film political fiction. Choć fikcją w nim byłoby tylko to, że kandydat na prezydenta z ramienia SLD Lewica Razem zostaje prezydentem. Historia zaczęła się lata temu. Kilku sąsiadów z wrocławskiego Zalesia i Sępolna stwierdziło, że nie chcą, aby śródmiejska obwodnica (bardzo potrzebna miastu inwestycja, planowana już w przedwojennym Breslau...100 lat temu) biegła obok ich domów. Mieszkańcy i władze miasta nie spodziewali się, jak bardzo tak mała grupa może być zdeterminowana w obronie prywatnego interesu. Szczególnie, że ma ogromną wiedzę, pieniądze i znajomości, których nie zawaha się użyć, aby inwestycję zablokować. Bohaterowie formalizują swoją grupę. Od teraz nazywają się Stowarzyszenie Akcja Park Szczytnicki.


Zaczęło się, jak mówi nazwa ugrupowania, od wskazywania zagrożeń dla Parku Szczytnickiego, jakie spowoduje budowa mostu i drogi. 50 tys. egzemplarzy (skromnie, prawda?) biuletynu skutecznie miało przekonać mieszkańców, że most to samo zło; jego budowa oznacza zagładę okolicznej przyrody i katastrofę ekologiczną (choć planowana inwestycja biegnie na granicy parku, nie przez park jak wielokrotnie mówiono). Pojawiają się takie terminy jak zanieczyszczenie świetlne (charakterystyczne dla milionowych metropolii w USA, Japonii i Europie), straszy się unicestwieniem zagrożonych gatunków zwierząt (co one jeszcze robią w środku miasta?). Trosce o park szybko zaczęła towarzyszyć obawa o losy Hali Stulecia, oddalonej o ok. 1 km od planowanej drogi. Perła modernizmu, tysiące ton żelbetu, może przecież nie wytrzymać tych wszystkich wibracji. Stowarzysznie więc uprzejmie donosi UNESCO, które wysyła do Wrocławia delegację. Ówczesny prezes APS, Krzysztof Wysoczański, chwali się na spotkaniu aktywistów, że w ‘ministerstwie mają dym’ po ich interwencji. Nasi bohaterowie blokują też powstający przy Hali Stulecia parking podziemny (Już dawno stoi i funkcjonuje. Drzewa nie pousychały, sąsiednie budynki nie zawaliły się).

Na wniosek stowarzyszenia Akcja Park Szczytnicki powstaje wiele ekspertyz. Napisane skomplikowanym językiem, wielokrotnie wprowadzające w błąd – jak np. to, że jest ‘projektowana trasa szybkiego ruchu kołowego o znaczeniu międzynarodowym’, jak ujał to w swojej opinii Prof. Jerzy Hrynkiewicz-Sudnik. Wypowiada się architekt, urbanista, socjolog, dendrolog. W międzyczasie Akcja Park Szczytnicki zaskarża decyzję środowiskową dla inwestycji. 89 osób wysyła do urzędu 2263 wnioski z zastrzeżeniami do budowy. Jednego dnia. Jedna z osób formułuje aż 100 wniosków. Efekt – praca urzędu zostaje sparaliżowana na trzy miesiące. Jednym z zarzutów jest to, że nie wykonano inwentaryzacji pachnicy dębowej (chrząszcz pod ochroną). Sprawa ląduje w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym oraz Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Mieszkańcy Wielkiej Wyspy zaczynają mieć dość. Do prasy wycieka informacja, że członkowie stowarzyszenia to w większości mieszkańcy dwóch ulic – 9 maja i Paderewskiego, czyli bezpośrednio przy planowanej drodze.

Ale to nie koniec naszej historii. Stowarzyszenie wprowadza swoich ludzi do rady osiedli, co biorąc pod uwagę nikłe zanteresowanie mieszkańców i przez to ilość potrzebnych głosów nie jest zbyt trudne (w niektórych okręgach we Wrocławiu wystarczyło się tylko zgłosić, lub mieć np. 7 głosów). Dzielą tym samym radę osiedla w sprawie tej inwestycji, wykorzystując, jakby nie patrzeć pewien mandat społeczny (choć bardzo kruchy), do kontynuowania swoich działań. Raz po raz słyszymy też o kolejnych zagrożeniach dla miasta. Do długiej listy dołącza apel, aby nie ‘osłabić utrzymania konstelacji terenów ogrodowo-parkowo-leśnych’ w okolicy, oraz informacja, że budowa mostu zwiększy ryzyko ataku terrorystycznego. Stowarzyszenie proponuje jednocześnie, aby powstał kilkaset metrów dalej. Kojeną groźbą jest...ryzyko wystapienia katastrofy naturalnej. Ruchów masowych ziemi. Akcja Park Szczytnicki organizuje też konkurs dla studentów architektury. Temat – alternatywny przebieg Alei Wielkiej Wyspy i mostu Wschodniego. Ponieważ racjonalnej alternatywy nie ma, wszystkie prace wyglądają podobnie. Wygrywa ‘projekt’ zakładający budowę kilkukilometrowej drogi...wzdłuż Odry i kanału łączącego Odrę i Widawę. Przez tereny zaplanowane pod specjalne obszary ochrony siedlisk, ze względu na występujące tu ilości zwierząt, szczególnie ptaków. Coraz mniej osób ma watpliwości, że chodzi tu tylko o odsunięcie inwestycji od swoich okien, nie ekologię.

Powoli dochodzimy do sedna sprawy. Kiedy wszystkie powyższe działania nie przynoszą skutku, sądy zdają się nie przychylać do zarzutów, co pozostaje? To przecież oczywiste. Wystartować w wyborach samorządowych. Wciąż jest zagadką jak bohaterowie tej historii przekonali szefa wrocławskiego SLD, aby obecny prezes Akcji Park Szczytnicki, Waldemar Bednarz, został kandydatem na prezydenta koalicji KWW SLD Lewica Razem. Dlaczego szefa? Część działaczy SLD uważa, że to jednoosobowa decyzja Czesława Cyrula i nie popiera takiego ruchu, szczególnie, że był dostępny kandydat, co do którego nie ma wątpliwości, że walczy o interes publiczny. Jest nim Michał Syska. Dodajmy, że były prezes, obecnie wiceprezes Akcji Park Szczytnicki, Krzysztof Wysoczański startuje do Rady Miejskiej Wrocławia z tych samych list. Bednarza popierają, poza częścią SLD, Partia Zieloni, Stronnictwo Demokratyczne, Dom Wszystkich Polska, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Co dziwi, bo propozycje Akcji Park Szczytnicki nie były przez te lata ani ekologiczne, ani racjonalne, a jak pokazuje bunt zasłużonych działaczy SLD, również wątpliwe w kontekście troski o interes wszystkich mieszkańców ponad prywatnym – kandydata na prezydenta.

Fikcyjną częścią historii jest zwycięstwo Bednarza w wyborach na prezydenta Wrocławia. Oczywiście most Wschodni w ogóle wtedy nie powstaje, ponieważ prezydent blokuje inwestycję, przepadają środki przeznaczone na tel cel i ewentualne dotacje unijne. Bednarz rzecz jasna szkicuje plany swojej wersji przeprawy, jednak nigdy nie uzyskuje ona pozytywnej opinii środowiskowej. Nawet pomimo tego, Wrocławia nigdy nie będzie stać na budowanie obwodnicy wzdłuż Odry. A jeśli odkryjemy wielkie złoża złota na Psim Polu, prawdziwi ekolodzy i tak zablokują tę inwestycję. Plan zrealizowany. Wielka Wyspa pozostaje odcięta, dziesiątki tysięcy wrocławian tkwią w największych korkach w Polsce, karetki dalej nie mogą się przedostać do nagłych wypadków...ale kilka osób ma w ogródku absolutną ciszę.

Gdzie tu lekcja demokracji zapytacie? Otóż w tym, że oni mogli to wszystko zrobić legalnie. Nie złamali prawa w żaden sposób. Mało kto dysponuje środkami, czasem i wiedzą, aby sprzeciwić się takim działaniom – miasto Wrocław potrzebowało lat, żeby w końcu wygrać, a to jeszcze zapewne nie koniec. Jedyne, co my możemy zrobić jako mieszkańcy, to iść w niedzielę na wybory. Nie pozwolić, aby przez naszą bierność lobbyści dostali chociaż jeden mandat w Radzie Miejskiej Wrocławia. Kiedyś obiecałem, że nie przestanę głośno komentować szkodliwych i antyspołecznych działań Stowarzyszenia Akcja Park Szczytnicki. Słowa dotrzymuję. Nie zmarnujcie głosu na Waldemara Bednarza.


* Poparcie społeczne dla inwestycji polegającej na budowie mostu pokazują trzy niezależne źródła:
-ankieta Gazety.pl - 82% poparcia przy ok. 12 tys. głosujących;
-ankieta na stronie wielkawyspa.com.pl - 76% poparcia przy ok. 1 tys. głosujących
-wydarzenie inicjatywy Przyjazny Wrocław (Tekst linka) na Facebooku - 'Tak dla budowy mostu Wschodniego na Wielkiej Wyspie' (Tekst linka), w tym momencie poparło nas ok. 5,5 tys. osób.
Poza Partią Zielonych (osobne listy) i KWW SLD Lewica Razem każdy znaczący komitet wyborczy we Wrocławiu mówi o konieczności budowy mostu.
Trwa ładowanie komentarzy...