Nie udało się sprzedać, zróbmy konsultacje. Partycypacja po wrocławsku

Po wielu latach batalii o Wyspę Słodową, co najmniej kilku ‘pospolitych ruszeniach’ w jej sprawie, po odrzuceniu przez miasto wielu oddolnych wniosków, wypowiedziach różnych polityków (łącznie z walką o urząd prezydenta miasta), wprowadzeniu ograniczeń na jej terenie i co najważniejsze – kilku latach nieudanych prób sprzedaży kamienicy (w tym na targach mieszkaniowych w Cannes) urzędnicy obiecują nam, że chcą rozmawiać z mieszkańcami o przyszłości wyspy. Tym razem tak na poważnie.

Czy możemy im uwierzyć? Bardzo chciałbym, ale niech każdy oceni sam, czy moje wątpliwości są słuszne.



Projekt w realizacji

Wiem, że wiele osób zajmowało się tematem wyspy i chylę przed nimi czoła. Jednak pozwolę sobie opisać osobiste doświadczenia, żeby wyjaśnić swoją ostrożność wobec dzisiejszych obietnic urzędników. Moja aktywna przygoda z Wyspą Słodową zaczęła się w 2012 roku.

Razem z inicjatywą Przyjazny Wrocław wyraziliśmy nasz sprzeciw wobec planów zamykania wyspy (NIE dla monitoringu Wyspy Słodowej!), w szczególności wydawaniu 500 tys. złotych na monitoring, gdy na miejscu brakowało podstawowych urządzeń: toalet, kubłów na śmieci, ławek itd. Nie udało się. Wydano pół miliona złotych na ‘straszak’ a jednym z argumentów za inwestycją była ilość śmieci i ludzi załatwiających swoje potrzeby w przypadkowych miejscach na wyspie. Logiczne, prawda? To był ten wspaniały czas, kiedy Zarząd Zieleni Miejskiej chciał zakazywać grillowania w parkach.

Mimo, że monitoring jednak powstał, postanowiłem skorzystać z nowego ówczas narzędzia partycypacyjnego – Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. Założenia mojego projektu były proste:

‘Rewitalizacja i modernizacja Wyspy Słodowej. Utwardzenie części nawierzchni, wydeptanych trawników, zwiekszenie ilości mebli miejskich - ławek, siedzisk, stopni, zarówno wewnątrz wyspy jak i na nabrzeżu, ustawienie większej ilości kubłów na śmieci, budowa odpowiedniej liczby toalet publicznych oraz dodatkowego oświetlenia ‘.

Projekt został odrzucony na etapie kwalifikacji wniosków. Powód podany przez miasto - projekt jest w trakcie realizacji. Mamy rok 2015. Co z realizacją tego projektu? Bo wciąż nie wiem, dlaczego wniosek został odrzucony. Wyspa wygląda bardzo podobnie, jak w 2013 roku. Czy miasto zdradzi nam sekret, który departament i na jakiej podstawie wydał takie uzasadnienie?

Pod koniec 2013 roku, na spotkaniu ‘z mieszkańcami’ w sprawie Parku Kulturowego poruszyłem temat Wyspy Słodowej. Na pytanie, dlaczego są tam tylko dwie barki-lokale gastronomiczne, zarówno Dyrektor Biura Rozwoju Wrocławia jak i Miejska Konserwator Zabytków powiedzieli wprost: bo taka jest koncepcja miasta. Koniec, kropka. Wiemy lepiej, tam ma być park, jak będzie więcej barek, zrobi nam się drugi Rynek. Czyli za głośno jak na park, na który uparli się urzędnicy.

Tyle w temacie dotychczasowej partycypacji.

Aktywiści? Na co to komu?

Po latach pojawił się więc temat konsultacji, a głównym tego powodem jest kolejna oddolna inicjatywa – Wyspa Słodowa 7. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pomysł konsultacji jest odpowiedzią przypartego do muru; w kontrze do profesjonalnie przygotowanej kampanii społecznej WS 7.

Skąd takie wrażenie? Było to dla mnie co najmniej niesmaczne, gdy urzędnik, który został wyznaczony do prowadzenia konsultacji w sprawie wyspy nazwał aktywistów z inicjatywy Wyspa Słodowa 7 ‘małpami z brzytwą’. Doprawdy, piękne rozpoczęcie dialogu społecznego. I zrobiła to osoba, który zajmuje się PR-em. Strzał w stopę.

Czarę goryczy przelało tłumaczenie (jednocześnie próba dyskredytacji inicjatorów grupy WS 7), że inicjatywy organizowane w internecie nie mają przełożenia na rzeczywistość, że to tylko świat wirtualny. I w nieodpowiednich rękach, to narzędzie jest niebezpieczne (?). A w związku z tym, że internet ma dopiero dwadzieścia lat (sic!) a social media dziesięć, urzędy nie zdążyły się jeszcze tego nauczyć, więc to złe medium do dialogu. Zastanawiam się, jak można być specjalistą od PR’u, dostawać wypłatę z publicznych pieniędzy i mówić takie rzeczy.

Wystarczy spytać pierwszego lepszego młodego człowieka, żeby dowiedzieć się, że świat wirtualny jest obecnie pełnoprawnym uzupełnieniem świata rzeczywistego. Negowanie wartości tej wspaniale przygotowanej, imponującej merytorycznie inicjatywy, jaką jest Wyspa Słodowa 7, w tak niski sposób jest dla mnie szczytem arogancji urzędniczej. Proszę wybaczyć oburzenie. To zbyt wiele, nawet po moich poprzednich doświadczeniach z wyspą.

Szczególnie, że ta oddolna akcja społeczna jest dobrze zorganizowana i trafiła do dużej ilości osób. Mam nadzieję, że ten dorobek zostanie wykorzystany przez miasto z inicjatywy urzędników, bo członkowie WS 7 otwarcie wyrazili chęć współpracy i zachęcali do korzystania z ich osiągnięć.

Konsultacje czy ‘zawór bezpieczeństwa’?

Tydzień temu ruszyła internetowa platforma służąca przeprowadzeniu konsultacji w sprawie kamienicy na Wyspie Słodowej, tym samym realizacji uchwały Rady Miejskiej (UCHWAŁA NR VII/94/15 z dnia 12 lutego 2015 r.). Przyjrzyjmy się zatem tej uchwale, a szczególnie dwóm poniższym paragrafom:

‘§ 2. Przedmiotem konsultacji jest zebranie opinii i uwag mieszkańców dotyczących sposobów zagospodarowania kamienicy nr 7 na Wyspie Słodowej.’

‘§ 4. 1. Konsultacje polegać będą na wyrażeniu opinii i uwag w sprawie sposobów zagospodarowania kamienicy nr 7 na Wyspie Słodowej.’


Co to właściwie oznacza, że konsultacje będą polegać na ‘wyrażeniu opinii i uwag’? Albo że ich przedmiotem jest ‘zebranie opinii i uwag’? Czy konsultacje społeczne nie powinny polegać na czymś więcej? Nie ma tutaj ani słowa o wspólnym wypracowaniu koncepcji, która będzie realizowana.

Doświadczenia z ‘wyrażania opinii’ do planów miejscowych pokazują, że miasto może odrzucić dowolną ich ilość, nie podając nawet słowa uzasadnienia. Tylko komunikując, że taką opinię odrzuca. Nieistotne, czy wyśle ją pięć osób, czy dwieście. Tak wygląda prawo planistyczne, co nie znaczy, że z tych złych (w kontekście dialogu społecznego) praktyk nie można zrezygnować.

Mówił o tym jednen z inicjatorów Wyspy Słodowej 7 podczas debaty w Kinie Nowe Horyzonty, dr Roland Zarzycki. Ludzie nie będą angażować się w rzeczy, na które nie mają wpływu, dlatego konsultacje muszą gwarantować choćby minimalną dozę sprawczości. W przeciwnym razie będziemy udawać, że mamy dialog. Wyślemy tysiąc wiadomości przez tajemniczy formularz na stronie internetowej. Następnie otrzymamy odpowiedź, ale zależną
tylko od tego, czy już znalazł się inwestor na tę kamienicę, czy nie.

Taki ‘zawór bezpieczeństwa’ – zainteresowani mają się wykrzyczeć, wyszumieć; pozory rozmowy na linii miasto-mieszkańcy są zachowane, ale na końcu okazuje się, że i tak powstanie tam hotel. Życzę nam wszystkim, aby tym razem było inaczej niż zwykle. I kibicuję tutaj zarówno aktywistom, jak i urzędnikom.

Genius Loci

Wracając do samej wyspy – tam czuć magię miejsca, którą ciężko stworzyć ‘od zera’, wymyślić i zaplanować. Genius loci często jest dziełem przypadku. Wyspa Słodowa przyciąga ludzi jak magnes, znana jest w całej Polsce. Można powiedzieć – prawdziwa wyspa spotkań, wizytówka Wrocławia. Odnoszę wrażenie przez ostatnie lata, że wszyscy to rozumieją, poza magistratem.

Dlaczego od 2012 roku miasto próbuje zmieniać wyspę na przekór oczekiwaniom jej użytkowników? Na spotkaniu w Kinie Nowe Horyzonty Jacek Sutryk z Departamentu Spraw Społecznych przekonywał, ‘to nie jest tak, że ktoś, gdzieś, w tajny sposób zdecydował o przeznaczeniu tej wyspy’. Mimo tych słów, miasto regularnie ‘płynie pod prąd’, zamiast wykorzystać potencjał społeczny wyspy. Takie miejsce może się nie powtórzyć, kiedy je raz zniszczymy i wykorzenimy tradycje spotkań np. budując monitoring, likwidując duże imprezy czy zamieniając kamienicę w hotel.

To, wbrew zapewnieniom urzędników, nie będzie ta sama wyspa, a jej cień, ‘niby-miejsce’ oderwane od historii i tożsamości . Dlaczego tyle lat próbuje się nam udowodnić ‘kto tu rządzi’ wbrew naszym potrzebom? Jak mam w obliczu tych wszystkich wydarzeń uwierzyć, że tym razem dojdzie do dialogu między użytkownikami wyspy a urzędnikami decydującymi o jej losie?

Miasto do tej pory ani razu nie zmierzyło się z wyzwaniem, jakim jest wyspa razem z jej użytkownikami. Problemem były śmieci – nie powstały nowe kubły, nie wysłano więcej służb porządkowych. Brakowało toalet – nikt nie wybudował kolejnych. Wydeptano trawnik – nikt nie uznał, że w takim razie wypada wyposażyć wyspę w więcej mebli i dostosować teren do potrzeb użytkowników – zamiast tego zamknięto ją , aby trawa mogła spokojnie odrosnąć.

Czy Wrocław rozmawia?

Drodzy urzędnicy i włodarze miasta. Nie raz wyrażaliśmy i będziemy wyrażać krytyczne uwagi pod waszym adresem. Czasami może zbyt szorstko i bezpośrednio. Ale nie możecie się na nas obrażać! Nie możecie odwracać się plecami nawet na bardzo niepochlebne uwagi. Taka kolej rzeczy – mieszkańcy lubią pomarudzić, zwrócić uwagę, skrytykować. Czy mają powody, czy ich nie mają. W tym wypadku mają rację.

Po drugie – nie zapominajcie, że to mieszkańcy was zatrudniają. Pracujecie dla wrocławian. Przestańcie więc traktować nas jak wieczny problem, krzykaczy, których trzeba ‘ugłaskać’, a rozmawiać dopiero wtedy, jak nie uda się zrealizować koncepcji urzędu. Skończmy z polityką ‘zamkniętych drzwi’. Przyznajcie, że aktywiści z WS 7 zrobili świetną robotę i korzystajcie z tego jako punktu wyjścia do dyskusji o wyspie. To nic złego, że zwykli mieszkańcy zrobili to lepiej od was! Przecież na dłuższą metę nie chodzi o to, kto wpadł na coś pierwszy, kto lepiej zna social media, albo sprawniej się organizuje.

Długofalowo warto pomysleć o losie tej wyjątkowej przestrzeni publicznej – czy za dziesięć lat będzie symbolem kompromisu, dialogu i wrażliwości społecznej władz miasta, prawdziwym miejscem spotkań, czy też może zapamiętamy ją jako miejsce największego konfliktu i zacietrzewienia, a co gorsze, ofiarę ‘dzikiej’ prywatyzacji miasta. Chcę wierzyć w to pierwsze, ale nie mogę zapomnieć słów Dyrektora Biura Rozwoju Wrocławia z ostatniej (jednocześnie pierwszej) debaty dotyczącej wyspy:

‘Kierunek miasta to jest prywatyzacja miejskich zasobów mieszkaniowych i każde działanie w tym kierunku jest pozytywne’.

I jak tu zachować tę wiarę?
Trwa ładowanie komentarzy...