O autorze
Architekt. Miłośnik miast i podróży. Zainteresowany urbanistyką, estetyką przestrzeni i kształtowaniem miejsc przyjaznych dla człowieka. Twitter: @SzymanowiczL.

Wrocław daje wolną rękę deweloperom. Kosztem zabytkowego charakteru miasta

Jak zniszczyć historyczną panoramę miasta w imię chwilowych korzyści? Wiedzą to obecne władze Wrocławia. I skutecznie wprowadzają w życie od kilku kadencji . Poza prywatyzacją zasobów komunalnych włodarze za punkt honoru przyjęli też chyba zasadę, że o wyglądzie miasta decyduje ten, 'kto da więcej'. I może wszystko, nawet zdewastować zabytkowy charakter stolicy Dolnego Śląska.

Najnowszym 'osiągnięciem' magistratu na tym polu są powstające przy ul. Sikorskiego wieżowce Atal Towers, które mają być budowane przy Odra Tower; wieżowcu, który został znacznie zmniejszony względem pierwotnego projektu z powodu problemów finansowych dewelopera. Niestety zmniejszono tylko wysokość, co zaburzyło proporcje całego obiektu. W efekcie dostaliśmy budynek, który przypomina 'klocek', a swoją toporną geometrią na długie lata zniszczył panoramę miasta. Jakby tego było mało, inny wrocławski deweloper wybuduje w ciągu najbliższych lat dwa kolejne, podobne budynki, które razem z wspomnianym Odra Tower utworzą jeden, wielki 'blok' zasłaniający Stare Miasto, jeśli spojrzymy na niego z północno-wschodniej perspektywy, z mostu Dmowskiego i ulicy Rybackiej lub z poziomu Odry. Poniższa grafika pomoże zrozumieć problem.
To się dzieje od kilku lat, małymi kroczkami (nie zawsze winę ponosi samo miasto, ale w zdecydowanej większości przypadków - tak). Do dziś nie możemy doczekać się rozbiórki samowoli budowlanej na św. Antoniego, gdzie inwestor bezkarnie zwiększył wysokość budynku niezgodnie z przedłożonym projektem. Silver Tower (który przynajmniej jest ciekawy architektonicznie), gdzie teoretycznie wszystko odbyło się zgodnie z prawem, choć wykorzystano stare pozwolenie na budowę, które nie wygasło, mimo że przez lata działka 'straszyła' mieszkańców niezagospodarowana, a roboty budowlane prowadzone były chyba tylko na papierze. Wyburzanie kamienic na Pułaskiego, jednocześnie pozwalając obok na budowę obiektów w standardzie, który za 10 lat będzie wyglądał jak prosto ze slumsów. Regularne i bezkarne niszczenie zabytkowych murów podczas przebudowy Wrocławskiego Węzła Wodnego, zabytkowych fortyfikacji, czy ostatnie próby (najprawdopodobniej skuteczne) sprzedaży deweloperom terenów wokół Stadionu Olimpijskiego, historycznego założenia Richarda Konwiarza z lat 20. XX w.

Jednocześnie w miejscu, gdzie wręcz powinno się budować 'wyżej', pozwala się deweloperom budować prawie że 'baraki' (hotel Campanille, Ślężna/Gliniana). W Centrum Południowym, gdzie pożądane są budynki zbliżone wysokością do Sky Tower, powstaje bardzo ujednolicona (wysokość) zabudowa mieszkalna. Na ulicy Swobodnej, gdzie mamy wysokie budynki usługowe i biurowce, nawet wysoką zabudowę mieszkaniową, buduje się parterowy Pasaż Zielińskiego. Poza marnowaniem pieniędzy w tym konkretnym przypadku (na tej działce można zbudować dużo i wysoko a potencjalny pasaż wbudować w większy obiekt) widzimy od lat w całym mieście nieustającą degradację urbanistyczną. Proszę się wybrać np. na plac Kromera. Kompletny chaos.

Mieszkając we Wrocławiu od urodzenia, czuję wielki żal do obecnych władz miasta za takie decyzje. Decyzje podejmowane przez pryzmat tylko i wyłącznie chwilowego zysku. Zysku, który jak wiemy zostanie spożytkowany na kolejne igrzyska lub trafi w prywatne ręce (korzyści tylko dla prywatnych firm, straty dla mieszkańców). W mieście, które przez wiele lat zachowywało pewną spójność zabudowy, czego nawet nadejście powojennego modernizmu nie zniszczyło w taki sposób, jak niszczy się dzisiaj.

Trwa licytacja przestrzeni naszego miejskiego życia, przestrzeni publicznej. Nie budujemy miasta dla ludzi według znanych ogólnie zasad; po to, aby żyło się w nim wygodnie, zdrowo i przyjemnie. Za nic mamy pracę urbanistów i opinie ekspertów. Wygląda na to, że wyprzedajemy po kawałku wartościowe fragmenty miasta godząc się na warunki tego, kto zapłaci więcej. Za kilka, kilkanaście lat dostaniemy efekt - miasto 'niesprawne', które straci w dużej części swój zabytkowy charakter, ze zdegradowanymi urbanistycznie obszarami, chaotyczną zabudową. Miasto, w którym ciężko się dobrze czuć. I co najgorsze - ciężko coś naprawić. Jak powiedział Jerzy Stępień:

'Wojny rujnują miasta i społeczeństwa, ale się odbudowują. Zbrodnie na przestrzeni są niemożliwie do odwrócenia'.
Trwa ładowanie komentarzy...