O autorze
Architekt. Miłośnik miast i podróży. Zainteresowany urbanistyką, estetyką przestrzeni i kształtowaniem miejsc przyjaznych dla człowieka. Twitter: @SzymanowiczL.

Chaos nad Odrą. Wenecja Północy

Idea ‘Wrocław ku Odrze’ była mi bliska od zawsze. Podróżując po Europie, zawsze podziwiałem miasta, gdzie życie mieszkańców toczy się na bulwarach. Mnóstwo kawiarenek, pubów, tłumy ludzi – przy rzekach, ale również na nich – np. na barkach. W dzień część osób spaceruje, część biega i jeździ rowerem, seniorzy grają w szachy. Wieczorami ludzie wybierają się do restauracji, pubów czy lokali z przekąskami. Mnóstwo osób wychodzi po prostu posiedzieć nad wodą. Po powrocie do Wrocławia zawsze uderzało mnie, jak mało osób spędza czas nad Odrą. Jaka jest tego przyczyna?

Stan naszych bulwarów jest wprawdzie dużo gorszy niż w miastach zachodnioeuropejskich, ale przecież jak wiemy, mają być remontowane w ciągu najbliższych lat. Jednak niewiele to zmieni, jeśli nie będzie gdzie spędzać czasu nad Odrą. Wrocław nazywany jest Wenecją Północy, ale na ile słusznie, skoro nad rzeką ma tylko kilka lokali usługowych lub przestrzeni do wypoczynku? Wenecja to nie tylko mosty. Czasami wystarczy przecież pomysł np. kilka wywrotek piasku i leżaki.



Niedrogie, ale konsekwentne działania. Jeśli nie doprowadzimy jednocześnie do stanu, gdzie wybrzeże będzie pewną całością, która pozwala poruszać się w sposób ciągły, niewiele osób będzie chciało tamtędy chodzić. Kolejne mosty są jak bariery nie do pokonania (np. most Pokoju) dla pieszych czy rowerzystów. Miasto już kilka lat temu zapewniało, że Wrocław odwróci się ku rzece. Z niepokojem obserwuję, że poza uchwalaniem planów nie są podejmowane żadne inne kroki. W Urzędzie Miasta nie ma nawet jednostki lub zespołu odpowiedzialnego wyłącznie za ten cel. A miejska spółka sporządza masterplan nadrzecznej dzielnicy...z pominięciem wybrzeża.

‘Odrębne opracowanie’
Z wielką nadzieją podszedłem do informacji o organizowanych przez miasto konsultacjach społecznych dla Nadodrza. Dzielnica, która graniczy z Odrą od południa i zachodu, ma świetne warunki, aby wyeksponować rzekę w jej obrębie. Przesłałem swoje uwagi na odpowiedni adres mailowy. Na spotkaniu z mieszkańcami, po obejrzeniu prezentacji z zebranymi uwagami mieszkańców zapytałem, dlaczego nie uwzględniono moich sugestii. Byłem przekonany, że zapisy o ciągach rekreacyjnych i atrakcyjnych nabrzeżnych bulwarach mają sporo sensu. Odpowiedź brzmiała: nie przewidujemy żadnych planów dla nabrzeża Nadodrza w masterplanie, zostaną one sporządzone w odbrębnym opracowaniu.

Co to za masterplan, który pomija tak ważny aspekt tej części miasta? Dlaczego w tworzeniu wizji rozwoju Nadodrza nie uwzględnia się Odry? Na to pytanie nie dostałem odpowiedzi. Rewitalizacja Nadodrza pochłonęła jak dotąd 100 mln złotych. Tymczasem przyszłość bulwaru Słonecznego, nadrzecznej przestrzeni publicznej na Nadodrzu o największym potencjale, leży w rękach urzędników. Nie twierdzę, że wykonają swoją pracę źle. Uważam jednak, że tak ważne miejsce powinno być przedmiotem konkursu architektonicznego, gdzie swoje wizje przedstawią różne zespoły, a głównym zadaniem powino byc ‘ożywienie’ wybrzeża i zachęcenie ludzi do przebywania na bulwarze. Bez ograniczeń planu miejscowego narzuconych z góry. Dokładnie tak, jak zostało to przeprowadzone dla pl. Społecznego. Wciąż jest to możliwe, MPZP dla bulwaru jest jeszcze w opracowaniu. Nasuwa się smutne skojarzenie, że w ‘odrębnym opracowaniu’. Odrębnym, bo nie będącym częścią większego planu rewitalizacji nabrzeży.


Remont Wrocławskiego Węzła Wodnego
Trzeba zaznaczyć, że powodów tego bałaganu jest wiele. Jednym z nich są zawiłe przepisy i rozmycie kompetencji. Dobrze określił to wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. ‘Obecne prawo jest niewydolne. Kto inny zarządza np. wałami, międzywalem czy korytem rzeki’. Jak to widzę z perspetywy mieszkańca? Widzę inwestycję w mieście, która pochłonie ogromną kwotę 900 mln złotych, o wielkim zakresie (poszerzanie koryta, umacnianie wałów, udrażnianie mostów itd.), a nie uwzględnia stworzenia nowych cumowisk, przystani, przystanków tramwaju wodnego, uzbrojenia wybrzeża. Nie uwzględnia, bo nie leży to w kompetencji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, który prowadzi tę inwestycję. Czy teraz, jak miasto będzie chciało wybudować cumowisko, trzeba będzie zniszczyć dopiero co remontowane umocnienia i wały? Na pewno dwa bulwary w centrum Wrocławia zostały pozbawione 390 drzew.

Mieszkańcy pożegnali drzewa przeznaczone do wycięcia, m.in. zapalając znicze. Jest w tym coś tragicznie symbolicznego. W jakimś sensie, żegnam się z cześcią miasta na zawsze – nie dożyję przecież czasu, aby takie drzewa tam odrosły. Przez złe przepisy, brak spójnych planów? Kolejny przypadek, gdzie ‘nic się dało zrobić’? To rzeczywista niemoc czy bierność samorządowców? I najważniejsze: czy zmiany w Prawie Wodnym rozwiążą te problemy? Obawiam się, że nie. Skoro dochodzi do takich sytuacji, potrzebne się bardzo głębokie zmiany w polskim prawie, szczególnie uwzględniające współpracę miast, urzędów marszałkowskich i innych instytucji w zarządzaniu terenami nadrzecznymi i rzekami, abyśmy dbali zarówno o bezpieczeństwo powodziowe, jak infrastrukturę rzeczną czy estetykę miast. Jednocześnie, nie zamiennie.
Trwa ładowanie komentarzy...